ROZPLENICE

Kiedy rozpoczyna się temat traw, pierwsze dwie jakie najczęściej pojawiają się w rozmowie to trawa pampasowa i piórkówka.

Ta druga należy niewątpliwie do grona
moich ulubionych :)
Nie wiem dlaczego pokutuje wciąż przekonanie, że piórkówki, zwane także rozplenicami, są roślinami kapryśnymi, niezimującymi, że są kłopotliwe w utrzymaniu. Zapewne mówią tak o nich ci, którzy nie zaryzykowali nigdy posadzenia ich w ogrodzie albo ci, którzy nie poznali do końca biologii tej grupy traw.
W przypadku piórkówek ta znajomość, a w zasadzie jej brak, może sporo kosztować :)

W ubiegłym roku trafiła do mnie klientka, która wymarzyła sobie łan z rozplenicy. Zaprojektowałyśmy fajną rabatę, na którą potrzebne było ponad 100 sztuk. Na początku miała to być popularna rozplenica Hameln, ale ostatecznie przekonałam ją do odmiany ze szkółki Kasi i Tomka Grochowskich - Medium Boy. (Nie lubię Hameln ze względu na to, że kwiatostany nie wychodzą wyraźnie ponad kępę i bywają poskręcane, co daje wrażenie ogólnego nieładu.)
Suma sumarum na jesieni było już bardzo ładnie, a w tym roku w pierwszej połowie kwietnia klientka napisała mi maila, że żadna roślina nie przezimowała i wyrzuciła wszystko na kompostownik. Był mały zgrzyt, bo akurat co do zimoodporności odmiany nie miałam żadnych wątpliwości, coś ewidentnie nie zagrało...
Parę dni temu dostałam od niej maila, że z kompostownika sterczą kitki piórkówek (!)...
Gdyby klienta zastosowała się do mojej rady i poczekała z decyzją o wykopaniu kęp, teraz miałaby łan pięknie kwitnącej rozplenicy jaki sobie wymarzyła.

No właśnie, musimy pamiętać, że rozpoczynają one wegetację jako jedne z ostatnich traw. Wszystko zależy od pogody, ale np. w centralnej Polsce najczęściej jest to druga połowa kwietnia, a często nawet pierwsza dekada maja.
Choć budzą się późno, rosną szybko i już w pierwszym sezonie zakwitają.
Najpopularniejsza jest na pewno piórkówka japońska, z której wyselekcjonowano wiele odmian. Tworzy symetryczne, zwarte, kuliste kępy, które wyglądają elegancko nawet zanim pokryją się kwiatostanami.
Oczywiście, to głównie dla nich kupujemy rozplenicę, to ze względu na cudne kwiatostany sięgamy również po te, które w naszym klimacie nie mają szans na przetrwanie.
Ze względu na kwiatostany Niemcy mówią o rozplenicach Lampenputzergras, a Amerykanie - Bottlebrush, obrazowe nazwy, prawda? Ja kiedyś na Allegro natknęłam się na skojarzenie z łacińską nazwą idące daleko w inną stronę, ale to już przemilczę... ;p

W ofercie sklepu mamy około 20 odmian w ciągłej sprzedaży. Ja chciałabym zwrócić uwagę na kilka z nich:

  • Little Boy - odmiana ze szkółki Kasi i Tomka Grochowskich, świetna alternatywa dla Little Bunny i Little Honey, także ze względu na większą mrozoodporność, ale głównie dlatego, że przy niskim wzroście (ok. 30 cm), kwitnie obficie, a jej puchate kwiatostany wcale nie są takie małe!

  • Gelbstiel - nieco wyższa od Little Boy z wyraźnymi żółtymi łodygami, które promieniście podkreślają kształt kępy

  • Medium Boy - też od Grochowskich (jest cała trójca!), alternatywa dla Hameln, podobna wzrostem, ale kwiatostany symetrycznie okalają kępę, tworząc puchaty wachlarz.

  • Cassian - również podobna do Hameln, ale jesienią liście nabierają bardziej zdecydowanych rdzawych akcentów

  • Big Boy - trzecia do kolekcji odmiana ze szkółki Kasi i Tomka, okazała wysoka, obficie kwitnąca

  • Lady U - wielka, ponad półtora metrowa polska odmiana o pięknym fontannowym pokroju i długich kwiatostanach


A na koniec dwie moje ulubione rozplenice:

Black Beauty - majestatyczna, elegancka, w kolorze soczystej zieleni i ciemnych, prawie fioletowo-czarnych puchatych kwiatostanach. Jej bliźniaczą odmianą jest nieco mniejsza odmiana Red Head, której kłosy trochę bardziej uciekają w odcień burgunu, ale tylko w pierwszej fazie kwitnienia. Zakwita wcześniej o około 2 tygodnie niż Black Beauty, w tym roku kwiatostany pojawiły się już w drugiej połowie lipca! :)